6 tydzień mija no i lekko nie jest. Bo pomimo że w ostatni piątek zdałem prawko na 1A (czyli pełne) to ciężko z pracą. Firmy - nie przesadzę jeśli powiem że 99% - szukają kierowców z co najmniej 2 letnim doświadczeniem w Ameryce Północnej. A to że jeździłem 5 lat po EU to mają w nosie. Na pełny kurs mnie nie stać bo jak wspominałem kosztuje około 8000$. A ten który zrobiłem kosztował mnie jakoś 1500$ z egzaminem. Więc znośnie. Mam jeszcze kilka opcji, ale niestety wszystkie wiążą się z kosztami.
1. złożyłem podanie o vizę do US. Koszt 160$ no i jeszcze lot do Toronto. Bo w Winnipeg nie ma konsulatu. Był, ale native people za dużo protestowali więc wynieśli się z Winnipeg. Więc kolejne 250$ w jedną stronę lot. (minimum)
2. firma z alberty, na pola naftowe. I tą opcję rozważam, ponieważ praca trochę więcej na miejscu - choć raczej bardziej w polu się siedzi. Ale zawsze jakaś opcja. W miarę dobrze płacą, i zapewniają LMO na pracę. Chociaż bym trochę więcej między ludźmi przebywał.
3. firma która jeździ tylko po Kanadzie. Jest taka i szukają kierowców. Kontaktowałem się z nimi jak byłem w EU. Ale później kontakt się urwał bo mają stary sprzęt, średnio płacą. No ale zobaczymy :)
Wrzuciłem nawet ogłoszenie na stronkę, gościu jeden zadzwonił że szuka kierowcy na wywrotkę po mieście. Miał się dziś odezwać, ale nie doczekałem się na tel... uroczo.
No i to tyle moich małych wzlotów i upadków. W sumie sporo rzeczy się rozbija o kasę - jak zwykle. Mam jeszcze jakieś "zasoby", ale nie na tyle żeby próbować non stop, latać z miejsca w miejsce, i utrzymywać się przez pół roku.
No ale bez presji, jak nic nie będzie się "ruszać" to pakuję się i wracam do PL :))
Rezerwę na bilet lotniczy zawsze mam, a puki co tutaj nie ma problemu z zamieszkaniem. Bo koszty mam znikome.
W sumie sprawy formalne tylko zbierają moje środki i drobne koszty codzienne. Paliwo, jedzenie na mieście itp... :)
Czas pokarze, wsio w rękach Bożych :)
środa, 16 maja 2012
No jak to w życiu....
wtorek, 1 maja 2012
Już miesiąc... :))
Miesiąc dobija na "obczyźnie". Puki co wsio ok. Co tu dużo się rozpisywać. Większość aktualności dorzucam do FB, albo na moim profilu albo na: http://facebook.com/cichywilkRR. Tutaj tylko szersze "spostrzeżenia" z dłuższego okresu czasu. Rzadziej bieżącego okresu - dnia.
Miesiąc minął dość szybko. Pierwszy tydzień na obijaniu się w Toronto. Kolejne 3 w Winnipeg - Manitoba. Ale jest ok. Z tym prawem jazdy trochę sprawa się przeciąga. Bo jeszcze tydzień będę musiał czekać nim pozwolą mi zabukować termin na egzamin. Egzamin dość drogi, bo 200$ za wypożyczenie autka + 50 za egzamin dla państwa.
Miałem już 8h praktyki z instruktorem. Sama jazda jak to jazda. Nic strasznego. Zestawy trochę dłuższe, mniej zwrotne, ale do opanowania. Cofanie też nić nadzwyczajnie trudnego. Jedno z większych "wyzwań" dla mnie to nazewnictwo części truck'a na "pretrip inspection". No ale trzeba po prostu przysiąść i nauczyć się.
Choć na sam plastik prawa jazdy będę musiał czekać jeszcze z 2tyg. Ale jakoś przeżyjemy, będzie czas żeby znaleźć jakąś pracę.
Obecnie żyję u wujka kolegi z mojej pierwszej pracy na "truck'ach". Żyję mam na myśli mieszkam. Fajnie bo mi koszty odpadły, typu mieszkanie, jedzenie - choć coś do kuchni kupuję. W sumie kontakt "znalazłem" tydzień przed wyjazdem do Canady.
Jeszcze za EU i PL nie tęsknie. Bo to tylko miesiąc, raz byłem w trasie dłużej. Jest tutaj PL parafia więc bardzo fajnie. Choć mało młodych, raczej starsza Polonia tutaj mieszka. A młodzi urodzeni tutaj raczej z PL mają mało wspólnego. Tyle puki co. Tragedii nie ma :)
środa, 18 kwietnia 2012
pozdrowienia...
Pozdrowienia dla Arka i Mike'a. :
O oboma mam kontakt. Z Mike'iem widziałem się w Toronto. Tak "pobajerzyć" ciut.
A z Arkiem mam kontakt, przez FB albo cell. On ciut dalej wylądował bo w Albercie
dwa tygodnie za mną...
Dwa tygodnie za mną. Wylądowałem w Kanadzie 2 tygodnie temu i generalnie puki co "akcja" za bardzo się nie rozwija. Tzn. zmieniłem prawo jazdy na lokalne. Obecnie czekam na "plastik". Mają do 3 tygodni żeby przysłać. Niby ponad tydzień czeka się na pocztę. Wczoraj przyszła karta bankowa do nowego konta.
Pytacie co było na "początku"? Wysiadłem z samolotu i poszedłem do imigracyjnego. Tzn. żeby wbili mi vizę do paszportu. Później miałem wynajęte auto w wypożyczalni na tydzień "ford focus". Tak żeby było czym się poruszać. No i motel też na tydzień. Wpierw nim miałem się wybrać do "pracy" chciałem trochę obyć się w Toronto - a dokładnie Mississauga. Do tego też Święta Triduum Paschalnego się zbliżały, więc chciałem spędzić je w śród Polonii. A "naszych" jest tutaj sporo. Jak śniegu na Grenlandii ;)
Do tego zwiedziłem przy okazji Toronto, byłem na meczu NBA - Toronto Raptors vs. Cleveland Cavaliers. A w Wielką Niedzielą pojechałem nad Niagarę. Było co oglądać ;) do tego za namową Mike'a zwiedziłem Casino. Co okazała się nie za dobrym "pomysłem" dla mnie ponieważ przepuściłem ponad 100$ ;)) wciąga.... Nie żałuję oczywiście, bo lubię próbować nowych rzeczy. No ale kasy szkoda... :) bo moje zasoby są jakoś ograniczone, a do tego jeszcze nie zarabiam.
Obecnie stacjonuję w Winnipeg, u wujka kolegi. Mam mieszkanko w miarę za darmo i nie spieszy mi się. Choć firma do której przyjechałem wysypała mi się, więc i muszę szukać nowego rozwiązania. "Ameryka jest dla byka..." tzn? jak się zaprzesz i będziesz parł do przodu to dasz radę. Jak się poddasz to wracaj skąd przyszedłeś. Oczywiście pod mostem nie będę mieszkał za wszelką cenę, ale puki mam jeszcze środki i jakieś opcje trzeba próbować.
Hmmm... widziałem parę wpisów i dostałem kilka wiadomości żeby częściej "uaktualniać" wpisy. Sprawa wygląda tak. Każdy ma jakieś życie. Pewnie Ci co siedzą przed "kompem" w każdej wolnej chwili mają bardziej smutne od tych którzy mają jakąś chęć i inwencję w życiu.... pasję :) no ale to po części rozumiem, bo ten okres w życiu już za mną. Trzeba tylko pamiętać że życie jest ciekawsze niż monitor komputera. A po drugie, blog i wpisy na FB prowadzę jako sam dla siebie. Żeby za kilka, może kilkanaście lat przypomnieć sobie, pokazać moim dzieciom - jeśli takowe się pojawią - co kiedyś robiłem. Nie prowadzę tego pod "publikę", dlatego też pewnie mam mniejsze zainteresowanie niż nolibab3. Bo i pierwotnie moje filmiki zaczeły powstawać w tym celu. To że dorzucam opisy i przemyślenia to tylko dodatek.
Tak więc jak najdzie mnie wena żeby coś napisać, to napiszę.... jak nie to nie :)
Więc nie miejcie mi za złe, ale czasami po prostu mi się nie chce. Albo mam inne rzeczy na głowie.
Pozdrawiam :) CichyWilk over out
środa, 4 kwietnia 2012
No i lecim....
Kurtka wodna, ale ten czas zleciał... Ledwo dwa miesiące temu dostałem letter z ambasady, szybki booking lotu i dziś ten dzień. Ten moment. Czekam na lot z Wawy do Toronto. Na poczekalni jakiś czas dłuższy, bo po 8 tutaj byłem. A teraz 1100. Więc jeszcze z godzinkę i pewnie zaczną wpuszczać na pokład. Samolot nie jest full, więc mam nadzieję że boczne siedzenie będę miał wolne. Czas pokarze.
Dobrze że bagaże przeszły. Miałem 23kg limitu na duży bagaż, i 6 na mały. I oba miałem o 2kg większe. Ale nic nikt nie powiedział. Więc jest ok.
Choć straty są, bo odrzucili mi krem za 60zł. Nie wolno przy sobie przewozić. Miałem zostawić w bagażu "rejestrowanym". Ale Mama mówi, weź ze sobą bo będą przeżucać bagaże i pęknie tubka. No i zabrałem, a przy odprawie osobistej - zonk. Nie wolno. Pamiętam jakieś 2/3 dni temu. A wczoraj zaćmienie miałem.
Stres? Teraz zerowy. Tak wyjazdy do Belgii chyba mnie przygotowały. Pewnie sam lot będzie "ciekawy" a na pewno start i lądowanie. Ale to jeszcze trochę. No i też po lądowaniu pewnie będzie coś nowego. Zupełnie inny kraj, miejsca, życie, ludzie. Ale damy radę, takich trzech jak nas dwóch to nie ma ani jednego ;)
Mam nadzieję tylko że nic nie zapomniałem. Mam na myśli dokumenty itp.
Bo ubrania i inne to jakoś damy radę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)