sobota, 23 kwietnia 2011

do pracy

Do pracy rodacy :)
Jutro wyjazd do NL. 2 tygodnie wolnego i można zbierać manatki na wyjazd. Nie chce mi się wracać trochę do pracy, najgorsze są te wyjazdy i powroty do domu. Kupe pakowania, przygotowań. Chciałem jechać na 4/5 tygodni, żeby zjechać do domu na wesele koleżanki. No ale oczywiście w NL mają swój plan, i powiedzieli że teraz tylko na 2 tyg. Nie ma co, dobrze jak można "dogadać" się z firmą w sprawie pracy. Wkurzają mnie, nie mówiąc o przekraczaniu czasu pracy/jazdy. Trzeba będzie szukać czegoś innego, może na miejscu. Płacić płacą, nie mogę powiedzieć że nie. Ale pieniądze to nie wszystko.
Tym bardziej że w ogóle nie był bym na święta, jeśli bym nie poszedł na L4. Dobrze się stało, bo już powoli zapomniałem co to wspólnota kościoła. Mimo że większość kierowców tak średnio jest praktykująca – częściowo przez pracę, to ja jednak staram się trzymać pion.

sobota, 2 kwietnia 2011

B - Gent, weekend

No i weekend na bazie. Ostatni weekend na wyspie. Anglia i Pureflet przez 2 dni. Wcześniej stałem 3 dni w Bridgwater. Bardzo ładną Polkę tam spotkałem. Zaczeliśmy wprawdzie rozmawiać po Angielsku, dopiero jak stanąłem przy aucie to odezwała się po Polsku. Zdziwiona bardzo że tak dobrze kierowca mówi po Angolsku ;) więc zapunktowałem :]
 
Do tego pierwszy raz byłem na Danii. Pierwszy raz płynąłem promem z Londynu do Rotterdamu. 12 godzin na wodzie :) fajnie było, kajuta dla każdego, obsługa Ukraińska. Szału nie było, ale fajnie. Zeszło 12h w nocy, prysznic, kolacja. Generalnie odpoczynek. Później dzień jazdy zza Hamburg znów na prom. 1h w kierunku Danii. Można by było jechać autostradami, ale szybciej – i taniej chyba – było popłynąć. No ale przed samym promem okazało się papierów brak... mocno zmartwiłem się. Po przemyśleniach – i przeszukaniu auta 3 razy, stwierdziłem że nie oddali mi przed wjazdem na prom w UK. No ale to już po jabcokach. Miałem pisać do biura, ale wypisałem nową CMR'e i pobili mi ją. Przeprosiłem na rozładunku że nie mam certyfikatu, że zostawiłem na promie. I całe szczęście że to Skandynawia, ludzie spokojniejsi i bardziej wyrozumiali. Niemiec nie popuścił by ;]
 
No i tak zaleciało. Powrót na pusto do NL na baze. 650km na pusto, sporo. Przed Dania spotkałem jeszcze Holendra z H&S, coś tam pobidolił na Polaków. Jak by to nasza wina była że transport stacza się po równi pochyłej.
 
No a tutaj trzeba szukać chyba nowej pracy. Od lipca wchodzą nowe zasady, tzn. normy na paliwo, średnie prędkości, brak przerw po załadunkach. Np jest teraz wpisane w nowe zasady że podczas załadunków i rozładunków trzeba robić przerwę. Tzn. tacho ma rysować przerwy. A Ty masz zasuwać. W sumie dla mnie to norma. Ale te normy na paliwo i średnie prędkości to mnie martwią. Mają premię ucinać.

wtorek, 1 marca 2011

Chwila oddechu..

  Dziś 818km :) 10.10h jazdy.
 
  Ciężko się zaczęło.. W piątek zacząłem pauzę 24h w Belgii na bazie w Gent. Ruszyłem w sobotę po południu w kierunku Anglii. Przed Bristolem padłem – zmęczenie, jakoś przed północą było. Nie zjechałem na Service – czyi taka stacja benzynowa po Polsku ;) na autostradzie. Tyle że postój kosztuje 20 do 30 funtów... więc sporo. Firma wprawdzie oddaje, ale nim oddadzą to trzeba zapłacić. Więc chciałem kimnąć godzinkę na rozpędówce... :) i z 1h zrobiło się 5h. Dwa budziki i żadnego nie słyszałem. Przebudziłem się, powoli wstawałem. A tutaj nagle pukanie do drzwi.. Policja ;) Pyta co się stało, no to mówię że musiałem zjechać bo przysypiałem. Powiedział że muszę odjechać stąd. Więc podziękowałem, uruchomiłem maszynę i dalej heja. Po Anglii można śmigać w niedzielę :) A rozładunek miałem w Bridgwater na 10. Czas skończył mi się już o 8 rano. Kazali podjechać na 10. O 10 okazało się że mają towaru sporo w beczce, i puki co nie trzeba. Trzeba czekać. Powiedziałem że muszę pauzę zrobić. Dopiero za 9h będę mógł podjechać. O 19 powiedzieli że jeszcze nie, na 21. O 21 udało się. Jakoś o 23 skończyli rozładunek. A że dopiero co starnąłem to nocka jazdy. Po rozładunku Gert napisał że na pusto do Francji pod Lille. Załadunek do Niemiec, Padeborn. Pierwszy raz jechałem pociągiem pod Kanałem La Manche. Dość fajnie, bo szybko w porównaniu z promem. 45 min z wjazdem i zjazdem z wagonów. Problem powstał przy powrocie, bo nie miałem bookingu na powrót. Dobrze że w firmie jest tel w razie nagłych wypadków 24/7. Więc dzwonię i przedstawiam jaki problem. Koleś nawet nie spytał jakie auto, jak się nazywa tylko: za 10 min powinno być ok ;) I było. Sprawdził pewnie po GPS które auto stoi w Folkestone. Szybko na myjkę, 09.35 wyjechałem. Na firmie byłem 10.05. Na 10 przesunęli mi załadunek glukozy. Bo do 12 miałem tylko czas pracy ;))) załadowali mnie w czasie, ale było po 12 jak miałem wyjechać z firmy na parking. Więc tarczkę tacho wyciągnąłem, i wyjechałem. Dziś ruszyłem po 01.00 na Padeborn. Na 09.00 byłem na rozładunku. Szybciutko zleciało bo glukoza gorąca (+55'). I na 15 byłem z powrotem na bazie w Barneveld'zie. Przepiąłem tylko naczepę – już załadowaną. I pauzę zacząłem. Jutro rozładunek w Braunschweig'u. Na 09.00 jakoś. Ale ruszę po 03.00, przelecę nim ludki wyjadą do pracy i zakorkują Hannover.
 
  Już w miarę wszystko mam połapane. Volvo daje radę, choć brakuje mi jedynie powietrza do przedmuchania w kabinie kurzu.
 
  Jeszcze do końca przyszłego tygodnia i do domu :) na urodziny Grzesia. Już roczek minął.

środa, 23 lutego 2011

Lesson 1, finish...

Mam na myśli że, nie pracuje już u siebie. Nie powinienem się martwić innymi
problemami - tylko tym że kasa nie przyszła na czas... ;) Ustawiłem się na
nockę koło Hockenhaim - Niemcy. A że już późno było to miejsc brak. Tak więc
przykleiłem się koło wysepki. Chciałem złożyć lusterko od strony kierowcy -
bo po co mają urwać, a okazało się że sam urwałem... ;) gwint na którym
chodziło lustro, zastał się i za mocno pociągnąłem no i pękło. W pizdu
pieprzony plastik. W MAN TGA chociaż rurka była więc nie miało co pękaćć,
TGX już też niestety ma plastikowe. Więc sumienny Pawełek przez 2h próbował
naprawić sprzęt. Udać się udało - co z tego że po ciemku ;) Kupiłem na
stacji Kropelke, ale gówno dała. Więc kupiłem jeszcze - dobrze że mieli -
metalową żyłkę. Dość solidna. Odkręciłem część która została na drzwiach i
wiązałem, aż wyglądało solidnie. Później jeszcze opaskę plastikową - taką
zaciąganą, a na koniec taśmą - taką ala McGyver ;) z materiałem w środku. I
później raz jeszcze kilka owinięć drutem. W sumie to trzyma się, wygląda
nawet solidnie. Nie wiem na jak długo. Nie wiem czy od razu by przysłali
serwis z lustrem, a jutro trzeba jakoś jechać. Napiszę jutro że jest
uszkodzone lustro i trzeba będzie zrobić, może jeszcze uda się jakoś
dojeździć jakiś czas. Test faktyczny będzie dopiero podczas jazdy, wiatr,
wstrząsy to wtedy się okaże.

No ale co poza tym? Jestem już od poniedziałku w robocie. Dostałem Volvo FH
420 automat. W mieście przyjemnie się jeździ, z załadowanym po górkach
przełączam na manual i sam cisnę. Potrafi się pogubić przy cysternie.
Ponieważ podczas zmiany biegu lekko szarpie, płyn (ładunek) zaczyna pływać i
dostaje nagle dodatkowego obciążenia, chce zmienić na wyższy bieg i w
połowie zmiany dostaje trochę luzu bo płyn wraca do przodu i chce
zredukować, Po prostu głupieje ;) W innych przewozach nie będzie tego
problemu, ale na cysternie jest :) trzeba wyprzedzać jego myślenie, bo pod
górę w bardzi łatwy i szybki sposób można stanąć całkiem.

Generalnie praca na cysternach wydaje się fajna. Choć bardziej niebezpieczna
niż na plandekach - choć znacznie bardziej czysta. Cysternę załadowaną
bardzo łatwo wywrócić. Chwila nie uwagi, za szybko wejście w zakręt i po
jabcokach. Płyn przeważy jedną stronę i.... więc trzeba uważać :)

Volvo dobrze się jeździ, choć to moje to staruszek. Ale daje radę. Teraz
dopiero doceniam ogrzewanie postojowe MAN'a. Volvo delikatnie mówiąc kuleje
w tym względzie. Jak i w wielkości kabiny (schowki, miejsce, leżanka).
Podzespoły i mechanika super, ale do mieszkania nie bardzo... (choć V ma
najładniejsze zegary ze wszystkich Trucków Europejskich :)

Idę spać, jutro kierunek za Stuttgart.
Na gazie :)

wtorek, 8 lutego 2011

Powoli ku końcowi

  Powoli ku końcowi 3 tygodnia. Dziś wtorek. W Niedzielę poleciał – już sam – do Belgii do Gent'u. Z rana załadunek i powrót na bazę w Holandii. Pierwsza wpadka i pierwszy ochrzan. Stałem od 8 do 10 z groszem, czekając aż zapika pager. Niestety nie wpadłem na to żeby napisać na satelicie że nie idzie mi, miałem wprawdzie trochę czasu. Ale jednak nie przewidziałem że nie dam rady wrócić na 13 na bazę. Robota się przez to poprzesuwała. Gert trochę się zirytował, że przez ponad 2h nie dałem znać. No ale sprawę wyjaśniliśmy, teraz po 30/40 min od godziny wpisanej, piszę że schodzi mi. Wieczorkiem do Rotterdamu, i dziś z rana załadunek. Poleciałem za Osnabruck, zdałem naczepę innemu Polakowi i przyciągnąłem inną. Miałem wprawdzie lecieć za Cavorde żeby rozładować do 20, no ale się pozmieniało. Wróciłem z pustą, wypakowałem się z Scanii (TopLine R380, babcia prawie z milionem na plecach ;)
   Inny kierowca wziął auto – bo jego szło na serwis. Jaki ubaw miałem jak tłumaczyłem, jak działa manualna skrzynia biegów... lol.... driver 3 lata jeździ ale mówi że wszystko w automacie, a jak tłumaczę jemu jak pół biegi działają.... o masakra... jak to życie zaskakuje... ;] jutro na 9 mam się do biura zgłosić.
   Iwo dzwonił, pogadaliśmy chwilę co tam słychować.
   No a w piątek wieczorkiem wyjazd się zapowiada do domu. Koło 12 w sobotę powinienem być w domu – jak dobrze pójdzie. No ale to się jeszcze zobaczy. Jeszcze 3 dni pracy.
 
   A najgorsze !!! zapomniałem zadzwonić w niedzielę, siostrze złożyć życzenia... porażka.
 
            Tak więc oficjalnie... kajam się i wszystkiego najlepszego ;)) ŚCISKAM CIEPŁO (:
 
  Pamiętałem jeszcze z rana. Ale wcześniej wstałem bo na 7 Mszę w TV zobaczyć. A później spałem do 12. A o 16 ruszyłem na Belgie. Co raz to nowych driverów poznaję. Dziś kolejny nowy kolega z Łodzi. Prawie 80 w sumie, więc ciężko wszystkich od razu poznać. A dla mnie nie mają puki co auta wolnego. I tak się bujam... ;)) ale w sumie płacą za dniówkę. Więc równie dobrze mogę leżeć, albo pokój zamiatać... Za 44euro za dobę ;]